Polska jest krajem, który w XX wieku został brutalnie rozdarty przez dwa wielkie reżimy totalitarne: nazizm i komunizm.
Niektórzy przypisują twórczość absolutnie niesklasyfikowanego polskiego artysty: Zdzisława Beksińskiego temu doświadczeniu. Natknąłem się na jego prace osiem lat temu, szukając zdjęcia do artykułu, który niektórzy musieli uznać za równie dziwny, jak jego prace.
Beksiński urodził się 24 lutego 1929 roku w Sanoku, małym miasteczku w południowo-wschodniej Polsce. Gdy miał dziesięć lat, 1 września 1939 roku nazistowskie Niemcy najechały zachodnią część jego kraju. 17 września Związek Radziecki najechał część wschodnią. Wszystko było ustalone między tymi dwiema dyktaturami.
Podobnie jak wiele innych polskich dzieci, Beksiński musiał uczyć się w tajemnicy, ponieważ Niemcy zakazali edukacji w Polsce. Naziści uważali Polaków za „podludzi” i odmawiali zapewnienia im jakiejkolwiek edukacji poza najbardziej podstawowym poziomem.
Oprócz okrucieństw, których świadkami byli wszyscy Polacy podczas tej wojny, niemiecka inwazja pozostawiła niezatarty ślad na ciele Beksińskiego: stracił palec wskazujący lewej ręki i część kciuka, gdy bawił się niewybuchami.
Po wojnie studiował na Wydziale Architektury Politechniki Krakowskiej, uzyskując w 1952 roku dyplom inżyniera architekta. Podczas studiów ożenił się z Zofią Heleną Stankiewicz, z którą miał syna, Tomasza, który później został znanym spikerem radiowym.
Początkowo Beksiński pracował jako projektant w firmie autobusowej Autosan w Sanoku, swoim rodzinnym mieście, gdzie wyróżniał się niezwykle oryginalnymi projektami nadwozi, dekoracji i logotypów. Jego projekty były jednak tak nowatorskie, że żaden z nich nie trafił do produkcji. We wrześniu 1977 roku przeprowadził się z rodziną do Warszawy.
Beksiński rozpoczął swoją przygodę ze światem sztuki jako rysownik. Później, pod koniec lat 50., eksperymentował z fotografią, tworząc nieco niepokojące montaże, takie jak jego słynny autoportret z 1956 roku. W końcu wybrał malarstwo jako najlepsze medium, by uwolnić swoją potężną wyobraźnię. To właśnie ta artystyczna modalność ostatecznie przyniosła mu sławę.
Mówi się, że Beksiński nie znosił ciszy i zawsze malował, słuchając muzyki klasycznej. Gatunkiem, który zazwyczaj wybierał w takich momentach, był neoromantyzm, którego najsłynniejszym przedstawicielem jest wybitny polski muzyk Fryderyk Chopin. Muzeum Historyczne w Sanoku przechowuje ponad 1500 płyt CD z Beksińskim, w tym utwory Chopina, Liszta, Griega, Dworzaka, Brucknera, Szostakowicza i Góreckiego. Podobno jego ulubionymi muzykami byli czeski neoromantyk Gustav Mahler, a zwłaszcza radziecko-niemiecki Alfred Schnittke, kompozytor żydowskiego pochodzenia, który pod koniec życia nawrócił się na chrześcijaństwo. Jego styl był bardzo zróżnicowany, a w jego twórczości widoczne były wpływy mistyczne.
Zdzisław Beksiński nigdy nie wyjaśnił znaczenia swoich kłopotliwych dzieł, którym nigdy nie zatytułował, a o których stwierdził: "Ja nic nie chce powiedzieć, ani przekazywać. Maluję to, co mi do głowy". Poświęcił się malarstwu motywów fantastycznych, a obrazy wydawały się naznaczone strasznymi doświadczeniami, jakie przeżyła Polska w XX wieku.
Pewnego razu powiedział po prostu: „Pragnę malować tak, jakbym fotografował sny”. Jest to jedno z niewielu wyjaśnień, jakie był skłonny udzielić na temat swojej pracy.
Jednak to, co malował Beksiński, bardziej przypominało koszmary. Jego dzieła przedstawiają potworne postacie, istoty wyglądające na udręczone oraz krajobrazy ze świata fantasy bliższego Mordorowi niż Lothlórien, choć nawet orkowie Saurona byliby przerażeni niektórymi dziełami tego polskiego artysty.
Beksiński zerwał wszelkie powiązania z jakimkolwiek znanym stylem artystycznym i w latach 90. XX wieku opisał swój styl malarski jednym słowem: „barokowy”. Słowo to być może trafnie opisuje niezwykle szczegółowy, figuratywny styl wizualny, bardzo przypominający twórczość szwajcarskiego artysty Hansa Rudiego Gigera, widzianą w amerykańskich filmach z serii „Obcy”.
Ostatnie lata jego życia były równie bolesne, co jego praca. Jego żona, Zofia, zmarła 22 września 1998 roku na tętniaka aorty. Jego syn, Tomasz, popełnił samobójstwo rok później, 24 grudnia 1999 roku, w Wigilię, przedawkowując narkotyki. To Beksiński odkrył ciało syna.
Niektórzy twierdzą, że z tego powodu twórczość Beksińskiego była "przeklęta", ale prawda jest taka, że przez kilkadziesiąt lat tworzył on groteskowe obrazy, mimo że zawsze był człowiekiem o dobrym poczuciu humoru i uprzejmym usposobieniu.
Życie Beksińskiego zakończyło się brutalnie na kilka dni przed jego 76. urodzinami. W nocy z 21 na 22 lutego 2005 roku został zasztyletowany w swoim warszawskim mieszkaniu. 19-letni Robert Kupiec, syn mężczyzny, który przez lata opiekował się Beksińskim, został skazany za morderstwo, rzekomo dlatego, że malarz odmówił mu pożyczki.
Dziś kilkadziesiąt jego prac można oglądać w muzeach w całej Polsce, takich jak Muzeum Historyczne w Sanoku (któremu artysta zapisał w testamencie większość swoich prac), Miejska Galeria Sztuki w Częstochowie, Muzeum Narodowe we Wrocławiu, Nowohuckie Centrum Kultury w Krakowie, a nawet Muzeum Archidiecezji Warszawskiej. Od 2023 roku jego prace można oglądać także na stronie internetowej Archiwum promocji sztuki Z. Beksińskiego
|
Nie przegap wiadomości i treści, które Cię interesują. Dołącz bezpłatnie do Liczenia Gwiazd na Telegramie: Kliknij tutaj, aby dołączyć |
Skomentuj ten post: